Magiczny Podróżnik – dziennik z podróży Julii Janiszewskiej odcinek II [ZDJĘCIA]

Julia Janiszewski
Podróż nowosolanki do Machu Picchu Julia Janiszewska
- Zaczęła się! – krzyczę do siebie. – Zaczęła pierwsza magiczna i poznawcza podróż na nieznany ląd. Ta, o której marzyłam, odkąd po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcia z Machu Picchu - pisze Julia Janiszewska.

Odsłona pierwsza – Peruwiańska wolność

- Zaczęła się! – krzyczę do siebie. Zaczęła pierwsza magiczna i poznawcza podróż na nieznany ląd. Ta, o której marzyłam, odkąd po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcia z Machu Picchu. W tej nieokiełznanej ekscytacji zapominam, że jest 4.30 rano i prawie nie spałam. Siedzę na lotnisku w Dublinie i czekam na samolot do Amsterdamu. Potem już tylko przesiadka i 10 530 km do celu. Prędkość 237 km/h i unoszę się nad Holandią. Kilometr po kilometrze z przerwami na sen i film; odliczam odległość do Limy. Jeszcze 4,5 godziny, jeszcze 2 godziny 43 minuty, lecę nad Brazylią, 44 minuty i przekraczam granicę z Peru, jeszcze moment i pilot ogłasza lądowanie. Patrzę przez okno i widzę majestatyczne Andy. Widok zapiera dech. Jestem. Jestem!

Zasięgu brak

Wysiadam z samolotu i sprawdzam telefon. Zakupiony roaming nie działa. Nie ma zasięgu. Kontakt z wirtualnym światem zerowy. Znakomicie!
Dostaję pokój z widokiem na Limę. Dziesiąte piętro. Zza okna dobiega nieustający odgłos klaksonów. Później dowiaduję się, że to dźwięki tak zwyczajne, jak śpiew ptaków. Widocznie Peruwiańczycy wierzą, że klakson pomoże im w uniknięciu korków.
Bogacz
W hotelu, na ulicy, w Limie i w mniejszych miasteczkach mój wygląd mówi wszystko – „jest nie stąd, turystka, zatem ma pieniądze, będzie kupować, musi kupować.” Czuję się jak bankomat. Ludzie co krok chcą uszczknąć coś z mojego „bogactwa”, a to w postaci napiwku, a to namawiając do zakupu kolejnej butelki wody albo biżuterii. Uczucie bycia chodzącym portfelem zamieniam w przyjemne uczucie bycia choć raz bogaczem. Mam więcej niż, tubylcy - tłumaczę sobie - i jestem tu, w krainie Inków.

Lima
Lima nie robi na mnie wrażenia. Szybko przekonuję się, że rzadko które duże miasto robi. Kwestia charakteru. Zawsze ciągnie mnie w stronę natury, mimo tego zwiedzam miasto z zaciekawieniem. Stara część wygląda nędznie. Jednak otwieram szeroko oczy ze zdziwienia. Nie wiedzieć, ile śmietników się postawi w Polsce, czy Irlandii, śmieci i tak będą słać się po ulicy. Tu w Limie szukam i nie widzę na chodnikach ani śmietników, ani śmieci.
Każde miasto ma swoje ciemne zakamarki. Z jednej strony bieda, brak kanalizacji, przestępczość, z drugiej wyłania się położona nad Pacyfikiem, dzielnica Miraflores zamieszkana przez ambasadorów, polityków, lokalnych celebrytów, błyszcząca w słońcu, wymuskana i spoczywająca pod czujnym okiem policyjnych kamer.

Lokalny „przysmak”

Nie samym widokiem człowiek żyje, więc wracam w kierunku hotelu po drodze znajdując typową lokalną restaurację. Dość szybko żałuję rzuconego „poproszę coś bardzo lokalnego”. Chwilę później nie potrafię nazwać tego co mam na talerzu. Prawdopodobnie mam do czynienia z surową małżą i wodorostami suto oblanymi wykrzywiającym usta sokiem z limonki. Próbuję zjeść ile się da. Niewiele się daje. Za to o humor nietrudno, bo lokalny napój pisco sour (koktajl z winiaka Pisco, limonki, białka, gorzkiego likieru angostura, pokruszonego lodu i szczypty cynamonu) bardzo przypada mi do gustu, a w myślach dziękuję sympatycznej kelnerce z szerokim uśmiechem, że nie przyniosła mi na półmisku świnki morskiej, która także uznawana jest za lokalny przysmak.
Często pamiętam kraje poprzez smak. Francja to spalone słońcem nektarynki, Grecja to soczyste tzatziki, melony i arbuzy, Indonezja to naleśniki z bananami, Nepal momo, Chile masło z bazylią, Argentyna empanady, a Peru? Peru to pisco sour i banany. Mimo że sprowadzane z Brazylii smakują tu swojsko. Najlepiej, i zdaje się, najtaniej na świecie.

Kawa na ławę

Czas na mój ulubiony test. Co kraj, to inna kawa. Zawsze biorę latte. Zawsze z niecierpliwością czekam, próbując zgadnąć, co dostanę. Tym razem kelnerka w Cusco podaje mi filiżankę pełną mleka, po czym dolewa niewielką ilość kawy. Kiwam głową, uśmiecham się i dziękuję. Zatem to jest latte po peruwiańsku - myślę. Wychylam filiżankę.
Limę opuszczam z ulgą. „Miasto, masa, maszyna” to nie dla mnie. Lecę do Cusco. Andy z samolotowego okna znów działają na zmysły: miejscami suche, opuszczone, czerwonawe niczym Mars, dalej pełne jezior, zielone, tętniące życiem, dostojne – zawsze.

„Wysokie” Cusco

Ląduję w Cusco. Ubrane w kolorowe lokalne stroje Peruwianki tuż przy lotnisku oferują tanie liście koki. Mówią, że żucie łagodzi dolegliwości związane z wysokością i brakiem tlenu. Kupuję niewielką paczuszkę. Żuję, smakuje jak tytoń z kwaśnym szczawiem. Niektórzy mieszkańcy nie przestają żuć, zwłaszcza kierowcy, przekonani, że tylko koka pozwala im przetrwać długie trasy. „Podziwiam” ich żółtozielonkawe zęby i postanawiam, że moja pierwsza próba jest ostatnią. Jednak herbaty z koki lub z domieszką koki są smacznym napojem, który pozwala lepiej znosić wysokość 3 399 m. Pachną tytoniem, ale w smaku przypominają miętę.
Pierwsze spotkanie z wysokością wynoszącą ponad 3000 m n.p.m. oznacza dla mnie trzydniowy ból głowy i bardzo wolny chód. Krok po kroku organizm przyzwyczaja się do rzadkiego powietrza, a Cusco mnie zachwyca. Ma ładne uliczki, piękną katedrę, mnóstwo interesujących muzeów i zewsząd góry.

Inkaskie opowieści

Kilka kilometrów za miastem w egzotycznie brzmiących: Ollantaytambo, Tambomachay, Saqsaywaman i Pukapukara wpatruję się w pozostałości po cywilizacji Inków, słucham historii i legend tajemniczego ludu. Z niezliczonych opowieści dotyczących Inków, zapamiętuję tę o matkach podkładających dzieciom specjalne poduszki, żeby ich głowy były długie, bowiem im dłuższa głowa, tym jej właściciel jest bliżej bogów i ma większe szanse, by stać się kapłanem. Szczęśliwi ci o wysokich czołach!
Dowiaduję się również, że symboliczne zwierzęta Inków to puma, wąż i kondor. Żaden z przedstawicieli tychże gatunków nie daje się „zamknąć” w moim aparacie fotograficznym. Mam więcej szczęścia z wszechobecnymi lamami. I tu uwaga! Ich słodkie pyszczki przyciągają uwagę wszystkich, ale nie każdy wie, że temperamentna lama lubi człowieka opluć, a i kopnięciem nie wzgardzi.
Nie poznając wybuchowej natury lamy ruszam dalej, do Chinchero, gdzie kobiety i mężczyźni demonstrują proces obróbki wełny z alpaki. Kupuję tam dwie pary rękawiczek. Nie przestaję się śmiać, kiedy odkrywam w hotelowym pokoju, że wszystkie cztery rękawiczki są na lewą rękę. Czyżby Peruwiańczycy myśleli, że obcy mają obie ręce lewe?

Dzikość i moc

Przed piątą rano łapię pociąg do zaginionego miasta Inków. Po obejrzeniu licznych programów telewizyjnych i zdjęć z Machu Picchu obawiam się utraty magii. Kilka godzin później odkrywam z radością, że niepotrzebnie. Każdą chwilę mogłabym zapisać zdjęciem, ale wiem, że żadna fotografia nie odda tajemniczej aury tej krainy. Mimo tak wielu osób wokół, nie mogę oprzeć się wrażeniu pełnej dzikości i mocy natury. Spokój, cisza, w oddali głosy ptaków i brzęczenie owadów. Siedzę na skale tu i teraz. Wolna. Szczęśliwa. Szepczę do siebie niczym Faust „Trwaj chwilo! Jesteś piękna”. Jednak ona nie trwa. Chwilę później trzeba wracać. Jej smak zapisuję na zawsze.

Ostatnie Pisco

Ostatni dzień, wizyty w muzeach i upominki: pisco, lokalne czekolady, czekoladki i piwo z kukurydzy. Siadam przy barze, zamawiam drinka i myślę beztrosko jak piękne to uczucie sączyć pisco sour w Peru. I nie chcę wracać.

Autorka Julia Janiszewska pochodzi z Nowej Soli. Od prawie 10 lat mieszka w Dublinie. Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Zielonogórskim i Scenopisarstwo w IADT (Instytut Sztuki, Designu i Technologii) w Dublinie. Wielka miłośniczka kultury, nauki, muzyki, literatury, świata filmu i dalekich podróży. Motto życiowe: marzenia służą jedynie po to, by je spełniać.

Przeczytaj też: Otwieramy Magiczny Podróżnik – dziennik z podróży Julii Janiszewskiej

Jak głosno ujadają nowe "Psy"?

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3